moja ocena: 5/6
Jeśli wydaje Wam się, że czytaliście już najbardziej
niesamowite historie, z najbardziej nieprzewidzianymi rozwiązaniami i
skomplikowanymi związkami przyczynowo- skutkowymi, to jeśli nie znacie
„Kroniki…” Murakamiego- mylicie się. Po lekturze jestem zaskoczona nie tylko tą
fabułą, ale w ogóle bogactwem wyobraźni autora. Gdybym miała taką możliwość,
chciałabym zrobić z nim osobny wywiad tylko o tej jednej książce- pewnie
materiału wystarczyłoby na następną ;)
Czy to w książkach, czy w filmach- bohaterowie powinni
wzbudzać emocje. Tak jest w tym wypadku. Toru Okada, który traci pracę w kancelarii prawniczej (a
właściwie sam z niej rezygnuje) i postanawia przez pewien czas zająć się domem.
Zniknięcie kota, żona, która odchodzi z domu- to następne niepowodzenia w życiu
Japończyka.
Główny bohater to osoba, której bardzo kibicowałam w
rozwiązywaniu skomplikowanych zagadek. Być może brzmi to, jakby ten był jakimś
detektywem. W żadnym razie. Rola, którą odegrał w tej historii była o wiele
trudniejsza. Aby odzyskać żonę musi interpretować zarówno to, co dzieje się na
jawie jak i to, z czym ma do czynienia w snach i pewnego rodzaju wizjach.
Występuje tu prawdziwe bogactwo wątków onirycznych, które- co jest cechą
charakterystyczną Murakamiego- często mieszają się z rzeczywistością.
Wiele jest tu niewyjaśnionych wątków. Na przykład siostry
Malta i Kreta Kano. Co stało się z jedną i drugą? Czy Kreta naprawdę wyjechała
do Grecji i tam zaczęła nowe życie, czy też została w Japonii i urodziła
dziecko? O tym już autor nic więcej nie wspomina. Jednak chyba najbardziej
intrygująca ze wszystkich postaci jest dla mnie May Kasahara- sąsiadka Toru. Tę
16- latkę podejrzewałam kolejno: o jakąś
przypadłość psychiczną, następnie o bycie duchem, a w międzyczasie o bycie młodszą wersją Kumiko- żony głównego
bohatera. Nie były to domysły bezpodstawne. W jednym z listów May wspomina, że
czuje się jakby była Kumiko. Złożoność powieści pozwala na wiele tego typu
domysłów.
Czyta się niełatwo- muszę to przyznać. Nie da się ot tak, „pochłonąć”
tej książki w ciągu- powiedzmy- 3 dni. Przeszkodą jest objętość, zgadza się.
Ale jeszcze większą trudność stanowi ta skomplikowana fabuła, o której pisałam.
Dlatego zachęcam do niepoddawania się- szczególnie tych, dla których jest to
pierwsze spotkanie z tym autorem. Naprawdę warto! Wciągnięci do jego świata, będziecie do niego wracać.
Wydawnictwo: MUZA S.A
Ilość stron: 632
Rok wydania: 2006

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz