niedziela, 25 marca 2012

" Dzieci ze schowka"- Ryū Murakami


 moja ocena: 5.5/6

 Trujmiasto- wbrew pierwszemu wrażeniu nie doszukaliście się błędu ortograficznego, gdyż Ryū Murakami stwarza miejsce o właśnie takiej nazwie. Nie bez powodu. Miasto, a właściwie jego część, która została skażona fizycznie i moralnie, przywodzi na myśl biblijną Sodomę i Gomorę. Miejsce to staje się nieodłącznym punktem zabaw dwójki dzieci, które łączy też to, że są jedynymi, którzy przeżyli porzuceni w schowku na bagaże. Kiku i Hashi od małego poznają smak ryzyka, niebezpieczeństwa, ale też przemocy, a nawet prostytucji. 

Niepokojąca- to chyba najlepsze określenie odnoszące się do treści. Wszystko to, co środowisko robi z człowiekiem i jak determinuje jego życie zostało przedstawione przerażająco realnie, na najwyższym poziomie naturalizmu- jeśli tak to mogę określić. Zapewne wielu czytelników w trakcie czytania będzie się burzyć, protestować- rozumiem to. Nawet nie do końca wrażliwi nie przyjmą tej lektury ze stoickim spokojem. 

Autor zwraca największą uwagę na najbardziej „brudne” i brutalne sprawy pokazując zło współczesnego świata. Wybory bohaterów nie są oczywiste- nic nie jest czarne, ani białe. Przeszłość decyduje o przyszłości, więc każdy krok, wiążący się często z porzuceniem moralności jest dyskusyjny. Na przykład kariera muzyczna Hashiego- spełnił marzenia, ale jakim kosztem?! 

„Przed południem na siłowni było dużo kobiet. Unosił się zapach tłuszczu zmieszanego z pudrem i perfumami. Kobiety o nabrzmiałych ciałach, skrępowanych białymi strojami treningowymi, na sztucznym trawniku wyglądały jak gąsienice. Larwy pszczół. Nowo narodzone niemowlaki, napęczniałe od mleka, które wlano w nie przez odbyt pompą pod wysokim ciśnieniem, gimnastykowały się. Z ich szyjek spływał słodki pot. Brzuchy i pośladki kołysały się. Gdyby nawet odciąć z nich kawał mięsa, chyba nie trysnęłaby krew. Raczej na ziemię spadłby wtedy żółty, lepki pot i różne inne rzeczy: ziarnka ryżu i kawałki rozgniecionego spaghetti, spleśniałe tofu i skwaśniały smalec, stwardniały majonez i zgliwiały sernik (…)”

To zaledwie opis kobiet ćwiczących na siłowni. Taki jest świat opisywany przez Ryū Murakamiego. Obrzydliwy- nie bójmy się użyć tego słowa. Ale mimo to- polecam. Choćby dlatego, żeby nazwiska autora nie kojarzyć tylko z bardziej popularnym rodakiem. Dla mnie to literatura z wysokiej półki. Dużo psychologii, wątki dające do myślenia, przystępny język współgrający z wyobraźnią. Kolejny raz jestem zachwycona literaturą japońską.


Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 509
Rok wydania: 2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz