piątek, 6 kwietnia 2012

"Blondynka na Czarnym Lądzie"- Beata Pawlikowska


 moja ocena: 4.5/6

"Czasem można spotkać na końcu świata człowieka, z którym czuje się dziwną bliskość. Nie wynika ona z żadnej uświadomionej więzi ani potencjalnego podobieństwa. Czasem po prostu między kompletnie obcymi ludźmi istnieje iskra porozumienia i wspólnoty, nawet jeśli nigdy nie zamienili ze sobą ani jednego słowa, nie mówią tym samym językiem i mają inne obyczaje (...)"

Tak właśnie, prostymi słowami Beata Pawlikowska przekazuje swoje refleksje przeplatane opisem afrykańskich przygód, a co niektóre dodatkowo ilustrują zdjęcia. 

Muszę przyznać, że nie mam doświadczenia z literaturą podróżniczą (jeszcze!). Liznęłam jej za sprawą jednej z książek Martyny Wojciechowskiej, jednak tam o ile dobrze pamiętam bardziej zachwyciły mnie ilustracje niż treść. Wniosek był jeden- Martyna lepiej radzi sobie z realizowaniem odcinków programu telewizyjnego niż z tworzeniem literatury. A co z Beatą Pawlikowską? 

Tę panią, znaną podróżniczkę i dziennikarkę, spotkałam pierwszy raz w studiu Telewizji Kraków na planie „Podróży z żartem”. Sympatyczna kobieta kojarzyła mi się przede wszystkim z rozwlekłymi historiami ze swoich wyjazdów, które zwykła przytaczać jedna za drugą. Specjalnie użyłam określenia „pierwsze spotkanie”, gdyż czytając „Blondynkę na Czarnym Lądzie” miałam wrażenie jak gdybym drugi raz osobiście zetknęła się z tą drobną blondynką. Ba! Teraz już nie byłam ani trochę znudzona jej obecnością. 

Teraz, po kilku latach, cenię tę plastyczność z jaką stara się przedstawić każdą sytuację, której chcąc lub nie chcąc stała się uczestnikiem. Spotkania z dzikimi zwierzętami i pierwotnymi ludami są wciągające nie tylko ze względu na samą specyfikę okoliczności. Pawlikowska dodaje do nich dozę humoru. Chwilami miałam wrażenie, że co nieco zostało wykreowane w jej wyobraźni na potrzeby książki, ale niczym to nie przeszkadza ogólnemu wrażeniu, które w moim przypadku jest dobre.

Moja znajoma określiła literaturę Beaty Pawlikowskiej jako „takiego trochę polskiego Coelho”. Zgadzacie się? Ja, szczerze mówiąc za Paulo nie przepadam. Ten jego przesadnie moralizatorski ton...Myślę, że Polce jeszcze do niego daleko i miejmy nadzieję, że nie pójdzie tym tropem. 

Wydawnictwo: G+J RBA
Ilość stron: 279
Rok wydania: 2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz