moja ocena: 4.5/6
"Czasem można spotkać na końcu świata człowieka, z
którym czuje się dziwną bliskość. Nie wynika ona z żadnej uświadomionej więzi
ani potencjalnego podobieństwa. Czasem po prostu między kompletnie obcymi
ludźmi istnieje iskra porozumienia i wspólnoty, nawet jeśli nigdy nie zamienili
ze sobą ani jednego słowa, nie mówią tym samym językiem i mają inne obyczaje
(...)"
Tak właśnie, prostymi słowami Beata Pawlikowska przekazuje
swoje refleksje przeplatane opisem afrykańskich przygód, a co niektóre dodatkowo
ilustrują zdjęcia.
Muszę przyznać, że nie mam doświadczenia z literaturą
podróżniczą (jeszcze!). Liznęłam jej za sprawą jednej z książek Martyny
Wojciechowskiej, jednak tam o ile dobrze pamiętam bardziej zachwyciły mnie
ilustracje niż treść. Wniosek był jeden- Martyna lepiej radzi sobie z
realizowaniem odcinków programu telewizyjnego niż z tworzeniem literatury. A co
z Beatą Pawlikowską?
Tę panią, znaną podróżniczkę i dziennikarkę, spotkałam pierwszy
raz w studiu Telewizji Kraków na planie „Podróży z żartem”. Sympatyczna kobieta
kojarzyła mi się przede wszystkim z rozwlekłymi historiami ze swoich wyjazdów,
które zwykła przytaczać jedna za drugą. Specjalnie użyłam określenia „pierwsze
spotkanie”, gdyż czytając „Blondynkę na Czarnym Lądzie” miałam wrażenie jak
gdybym drugi raz osobiście zetknęła się z tą drobną blondynką. Ba! Teraz już
nie byłam ani trochę znudzona jej obecnością.
Teraz, po kilku latach, cenię tę plastyczność z jaką stara
się przedstawić każdą sytuację, której chcąc lub nie chcąc stała się
uczestnikiem. Spotkania z dzikimi zwierzętami i pierwotnymi ludami są wciągające
nie tylko ze względu na samą specyfikę okoliczności. Pawlikowska dodaje do nich
dozę humoru. Chwilami miałam wrażenie, że co nieco zostało wykreowane w jej
wyobraźni na potrzeby książki, ale niczym to nie przeszkadza ogólnemu wrażeniu,
które w moim przypadku jest dobre.
Moja znajoma określiła literaturę Beaty Pawlikowskiej jako „takiego
trochę polskiego Coelho”. Zgadzacie się? Ja, szczerze mówiąc za Paulo nie
przepadam. Ten jego przesadnie moralizatorski ton...Myślę, że Polce jeszcze do
niego daleko i miejmy nadzieję, że nie pójdzie tym tropem.
Wydawnictwo: G+J RBA
Ilość stron: 279
Rok wydania: 2009

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz